Długo odkładałem ten temat. Co kilka miesięcy ktoś dzwonił z „darmowym audytem energetycznym”, a ja grzecznie odmawiałem, bo nie lubię decyzji podejmowanych pod presją telefonu.
Przekonały mnie dwie rzeczy. Po pierwsze rachunki, które przestały być pozycją, o której się nie myśli. Po drugie dach: od strony ogrodu mamy prawie czyste południe, bez drzew i bez sąsiedniego budynku, który rzucałby cień.
Jak wybierałem
- Poprosiłem o oferty trzy firmy, w tym jedną poleconą przez sąsiada, który ma panele od kilku lat.
- Każdą ofertę przepisałem do jednej tabelki: moc instalacji, panele, falownik, gwarancje i co dokładnie jest w cenie. Dopiero wtedy było widać różnice.
- Odpadła firma, która nie chciała przyjechać i obejrzeć dachu, tylko wyceniła wszystko ze zdjęcia satelitarnego.
Ostatecznie wygrał lokalny instalator. Nie był najtańszy, ale jako jedyny sam zapytał o komin, który po południu zasłania kawałek dachu, i zaproponował, co z tym zrobić.
W kolejnych wpisach opiszę montaż i pierwsze miesiące. Nie jestem elektrykiem, więc to raczej notatki użytkownika niż poradnik.
Możliwość komentowania została wyłączona.