Minął rok od uruchomienia instalacji, więc pora na krótkie podsumowanie. Bez wykresów, bo te każdy ma w swojej aplikacji, i bez liczenia zwrotu co do złotówki.
Co się sprawdziło
- Wybór instalatora, który obejrzał dach na miejscu. Przez rok nie było ani jednej awarii.
- Przestawienie pralki, zmywarki i bojlera na pracę w dzień. Kosztowało tylko trochę przyzwyczajenia.
- Panele nie wymagały mycia. Deszcz zrobił swoje, a ja nie musiałem wchodzić na dach.
Co zrobiłbym inaczej
- Zostawiłbym w rozdzielnicy miejsce na magazyn energii. Wtedy w ogóle o nim nie myślałem, a dziś rozważam go coraz poważniej.
- Od razu dałbym dostęp do aplikacji falownika żonie, a nie tylko sobie. Kto pierwszy zauważy, że coś nie działa, ten szybciej zadzwoni do instalatora.
- Nie przejmowałbym się zimą. Od listopada do lutego produkcja jest symboliczna, a po opadach śniegu panele i tak odsłaniają się same po kilku dniach.
Największa zmiana nie dotyczy rachunków, tylko tego, że zacząłem zwracać uwagę, kiedy i na co zużywamy prąd.
Jeśli zastanawiacie się nad panelami i macie pytania, które nie pasują do formularza na stronie sprzedawcy, napiszcie do mnie: mateusz@matsolar.pl.
Możliwość komentowania została wyłączona.